
– Czy nie sądzisz, że to hipokryzja chodzić do kościoła, mimo że nie wierzy się w Boga? – zapytała Margaret.
– Nie bądź śmieszna – odparł ojciec.
Upokorzona i zdenerwowana oświadczyła matce, że po osiągnięciu pełnoletności nigdy nie przekroczy progu żadnej świątyni.
– O tym zadecyduje twój mąż, moja droga – usłyszała w odpowiedzi.
Z punktu widzenia rodziców dyskusja została w ten sposób zakończona, lecz od tamtej pory Margaret w każdy niedzielny poranek wręcz nie posiadała się ze złości.
Z domu wyszli jej siostra i brat. Elizabeth miała dwadzieścia jeden lat, była wysoka, niezgrabna i niezbyt ładna. Dawniej obie siostry znały wszystkie swoje sekrety. Jako dziewczynki przebywały bez przerwy w swoim towarzystwie, ponieważ nigdy nie uczęszczały do szkoły, otrzymując powierzchowne wykształcenie w domu, od guwernantek i prywatnych nauczycieli. Jednak ostatnio oddaliły się nieco od siebie. Dorastająca Elizabeth przejęła sztywny, tradycyjny system wartości rodziców, stając się ultrakonserwatywną rojalistką, głuchą na nowe idee i wrogo nastawioną do wszelkich zmian. Margaret wybrała odmienną ścieżkę. Była feministką i socjalistką, interesowała się jazzem, kubizmem i awangardową poezją. Elizabeth uważała, że ulegając wpływowi radykalnych ideologii Margaret postąpiła nielojalnie wobec rodziny. Margaret z kolei bardzo irytowała głupota siostry, przede wszystkim jednak odczuwała smutek i żal spowodowany tym, że przestały być bliskimi przyjaciółkami. Teraz nie miała już żadnej przyjaciółki.
Percy miał czternaście lat. Nie był ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem radykalnych poglądów, lecz miał naturalną skłonność do przekory i sympatyzował z buntowniczym nastawieniem Margaret. Cierpiąc wspólnie pod tyrańskimi rządami ojca podtrzymywali się wzajemnie na duchu. Margaret bardzo kochała swego młodszego brata.
