
Był wtedy na ostatnim roku studiów w Oksfordzie. Margaret z radością wstąpiłaby na uniwersytet, ale nie miała na to żadnych szans, ponieważ nigdy nie chodziła do żadnej szkoły. Mimo to wiele czytała – głównie dlatego, że nie miała nic innego do roboty – i ogromnie się ucieszyła, kiedy spotkała kogoś podobnego do niej, kto lubił rozmawiać o ideach. Był jedynym mężczyzną, jakiego znała, który wyjaśniając coś nie traktował jej z wyniosłą pobłażliwością. Miał chłodny, analityczny umysł, w dyskusji cechowała go nieskończona cierpliwość i był całkowicie pozbawiony intelektualnej próżności – nigdy nie udawał, że coś rozumie, jeśli sprawy miały się dokładnie na odwrót. Zachwyciła się nim od samego początku.
Przez długi czas nie myślała o swoim uczuciu jako o miłości. Jednak pewnego dnia Ian wyznał, szukając długo odpowiednich słów i jąkając się w niezwykły dla siebie sposób:
– Zdaje się… Zdaje mi się, że… że zakochałem się w tobie. Czy to wszystko zepsuje?
Dopiero wtedy uświadomiła sobie z radością, że ona też go kocha.
Odmienił jej życie, zupełnie jakby przeniosła się do obcego kraju, gdzie wszystko było inne: krajobraz, pogoda, ludzie, jedzenie. Wszystko to bardzo się jej podobało. Ograniczenia i niedogodności związane z koniecznością mieszkania z rodzicami zaczęły wydawać się błahe i mało istotne.
Rozjaśniał jej życie nawet po tym, jak wstąpił do Brygady Międzynarodowej i pojechał do Hiszpanii, by walczyć po stronie legalnego rządu przeciwko faszystowskim rebeliantom. Była z niego dumna, ponieważ miał odwagę bronić swych przekonań i był gotów zaryzykować życie w obronie sprawy, w którą wierzył. Od czasu do czasu dostawała od niego listy. Raz przysłał jej wiersz. Potem nadeszła wiadomość, że zginął rozerwany na strzępy przez pocisk artyleryjski, i Margaret była przekonana, iż jej życie również dobiegło kresu.
