
– Sprawa jest jasna – oświadczyła matka, nałożywszy sobie na talerz porcję łososia. Powiedziała to takim tonem, jakby była nieco zażenowana, że zawraca innym głowę tak oczywistymi kwestiami. – Musimy przenieść się do Ameryki i tam zaczekać, aż ta głupia wojna dobiegnie końca.
Zamilkli zdumieni. Pierwsza odezwała się Margaret.
– Nie! – wykrzyknęła z oburzeniem.
– Wydaje mi się, że mieliśmy już dość kłótni jak na jeden dzień – odparła matka. – Pozwól, żebyśmy przynajmniej spożyli posiłek w spokoju i harmonii.
– Nie! – powtórzyła Margaret. Była tak wstrząśnięta, że z trudem znajdowała odpowiednie słowa. – Nie możecie… nie wolno wam tego zrobić! To jest… To jest… – Chciała zarzucić im zdradę i tchórzostwo, dać głośno wyraz swemu oburzeniu, ale słowa nie mogły przecisnąć się jej przez gardło. – To nieprzyzwoite!
Nawet tego było zbyt wiele.
– Jeżeli nie potrafisz utrzymać języka za zębami, będzie chyba lepiej, jeśli nas opuścisz – powiedział ojciec.
Margaret przycisnęła serwetkę do ust, by stłumić rozpaczliwy szloch, po czym odepchnęła krzesło, wstała i wybiegła z pokoju.
Planowali to od wielu miesięcy, rzecz jasna.
Percy przyszedł później do pokoju Margaret i zaznajomił ją ze wszystkimi szczegółami. Dom miał zostać zamknięty, meble okryte pokrowcami, służba zwolniona. Majątek pozostanie w rękach zarządcy, który zajmie się także zbieraniem opłat dzierżawnych. Pieniądze będą gromadzone w banku. W związku z obowiązującymi podczas wojny przepisami finansowymi nie będzie można przesłać ich do Ameryki. Konie zostaną sprzedane, dywany zwinięte i obsypane proszkiem przeciwko molom, srebra zamknięte na cztery spusty.
Elizabeth, Margaret i Percy mogli zabrać po jednej walizce. Pozostała część dobytku ma być przewieziona przez firmę zajmującą się przeprowadzkami. Ojciec zarezerwował dla nich miejsca na pokładzie Clippera linii Pan American, odlatującego w środę z Southampton.
