
Percy'ego ogarnęło niesamowite podniecenie. Leciał już samolotem dwa lub trzy razy, ale Clipper to było coś zupełnie innego. Maszyna była ogromna i nieprawdopodobnie luksusowa; kilka tygodni temu, kiedy rozpoczęła regularne loty, gazety opisywały ją z najdrobniejszymi szczegółami. Podróż do Nowego Jorku trwała dwadzieścia dziewięć godzin, w nocy zaś, nad oceanem, pasażerowie kładli się do łóżek.
Margaret doszła do wniosku, że jest w tym coś typowego: nawet ich ucieczka odbędzie się w luksusowych warunkach, mimo że pozostających w kraju rodaków będą czekały niewygody i niebezpieczeństwa wojny.
Percy wyszedł, by spakować swoją walizkę, Margaret zaś położyła się na łóżku i wpatrzyła w sufit – gorzko rozczarowana i kipiąca wściekłością płakała bezsilnie, wiedząc, że nie jest w stanie uczynić nic, żeby pokierować swoim losem.
Nie wychodziła z pokoju aż do wieczora.
W poniedziałek rano, kiedy jeszcze leżała w łóżku, przyszła do niej matka. Margaret usiadła w pościeli i obrzuciła ją nieprzyjaznym spojrzeniem, matka natomiast zajęła miejsce na stołeczku przed toaletką i spojrzała na odbicie córki w lustrze.
– Proszę cię, nie sprzeciwiaj się ojcu w tej sprawie – powiedziała.
Margaret uświadomiła sobie, że matka jest bardzo zdenerwowana. W innych okolicznościach z pewnością odniosłaby się do niej nieco łagodniej, lecz tym razem zbyt mocno zaangażowała się w sprawę, by choć zmienić ton głosu.
– To tchórzostwo! – wybuchnęła.
Matka zbladła.
– Nie uważam, żebyśmy postępowali jak tchórze.
– Uciekacie z kraju w chwili, kiedy wybucha wojna!
– Nie mamy wyboru. Musimy wyjechać.
– Dlaczego? – zapytała ze zdumieniem Margaret.
Matka odwróciła się od lustra i spojrzała bezpośrednio na nią.
– Dlatego, że jeśli tego nie zrobimy, twój ojciec znajdzie się w więzieniu.
