
Uległość matki podziałała na Margaret jak płachta na byka.
– Poproszę go o to wprost.
– Wolałabym, żebyś tego nie robiła. – W głosie matki pojawiła się błagalna nuta. – I tak przeżywa ciężkie dni. Wiesz przecież, że bardzo kocha Anglię. W innych okolicznościach już dawno zadzwoniłby do Ministerstwa Wojny z prośbą o jakiś przydział. Ta sytuacja łamie mu serce.
– A co z moim sercem?
– Dla ciebie to coś zupełnie innego. Jesteś młoda, masz przed sobą całe życie. Dla niego dzisiejszy dzień oznacza kres wszelkich marzeń.
– To nie moja wina, że jest faszystą – odparła ostro Margaret.
Matka wstała z miejsca.
– Miałam nadzieję, że okażesz więcej serca – powiedziała cicho, po czym wyszła z pokoju.
Margaret dręczyło poczucie winy, ale jednocześnie odczuwała ogromny niesmak. To nie było w porządku! Ojciec odnosił się krytycznie do wszystkich jej opinii od chwili, kiedy zaczęła je samodzielnie formułować, a teraz, kiedy bieg wydarzeń dowiódł jednoznacznie, że to on nie miał racji, wymagano od niej, by okazała mu współczucie!
Westchnęła głęboko. Matka była piękna, ekscentryczna i tajemnicza, bogata i obdarzona silną wolą. Ekscentryczność wypływała z silnej woli pozbawionej ukierunkowującego działania wykształcenia: przyjmowała bez zastrzeżeń wszystkie, nawet najdziksze pomysły, gdyż najzwyczajniej w świecie nie dysponowała wiedzą, która pozwoliłaby jej odróżnić to, co mądre, od tego, co bezsensowne. Tajemniczość natomiast miała zneutralizować męską dominację. Ponieważ nie mogła otwarcie przeciwstawić się mężowi, jedynym sposobem na uniknięcie jego kurateli było udawanie, że go nie rozumie. Margaret kochała matkę i odnosiła się z życzliwą tolerancją do jej nieszkodliwych dziwactw, ale powzięła mocne postanowienie, że nigdy nie będzie taka jak ona, pomimo całego fizycznego podobieństwa. Skoro inni odmawiają jej wykształcenia, zdobędzie je sama, i prędzej zostanie starą panną, niż wyjdzie za mąż za jakiegoś wieprza, który będzie sobie wyobrażał, że może nią pomiatać jak jakąś nierozgarniętą pokojówką.
