
Zupełnie ją to oszołomiło.
– Jak to? Przecież to nie przestępstwo, że jest się faszystą!
– Obowiązują prawa stanu wyjątkowego. Zresztą, jakie to ma znaczenie? Ostrzegł nas jeden z przyjaciół z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ojciec zostanie aresztowany, jeżeli do końca tygodnia nie opuści Wielkiej Brytanii.
Margaret nie mogła uwierzyć, że istnieją ludzie, którzy chcą zamknąć jej ojca w więzieniu jak pospolitego złodzieja. Nagle zrobiło się jej bardzo głupio; do tej pory nie zastanawiała się nad tym, jak wielkie zmiany poczyni wojna w dotychczasowym normalnym życiu.
– Mimo to nie pozwalają nam zabrać ze sobą naszych pieniędzy – dodała matka z goryczą. – To typowo brytyjski sposób pojmowania zasad fair play.
Pieniądze stanowiły w tej chwili dla Margaret najmniejszy problem. Ważyło się całe jej życie. Poczuła nagły przypływ odwagi i postanowiła wyznać matce prawdę. Wzięła głęboki oddech i powiedziała, zanim zdążyła się rozmyślić:
– Mamo, ja nie chcę lecieć z wami.
Matka nie okazała zdziwienia. Niewykluczone, że spodziewała się czegoś w tym rodzaju.
– Musisz, kochanie – powiedziała spokojnym, zrównoważonym tonem, jakiego używała zawsze wtedy, gdy starała się uniknąć sprzeczki.
– Mnie nie zamkną do więzienia. Mogę mieszkać u ciotki Marthy albo kuzynki Catherine. Nie porozmawiałabyś o tym z ojcem?
– Urodziłam cię w bólu i cierpieniu, i nie pozwolę ci ryzykować życia tak długo, jak długo mam coś do powiedzenia na ten temat! – odparła matka z niezwykłą dla niej stanowczością.
Margaret potrzebowała trochę czasu, by ochłonąć po tym nieoczekiwanym wybuchu.
– Ja też powinnam mieć coś do powiedzenia na ten temat – zaprotestowała wreszcie. – To przecież moje życie!
Matka westchnęła ciężko, po czym wróciła do swego zwykłego, powolnego sposobu mówienia.
– To, co myślimy ty albo ja, nie ma najmniejszego znaczenia. Ojciec nie pozwoli ci zostać, bez względu na wszystko, co powiemy.
